mam dziwne uczucie w gardle. Ty miewasz dziwne uczucie w brzuchu podczas zakochania, a ja miewam dziwne uczucie w gardle dziś, to chyba obrzydzenie do życia. to katorga, monotonia. wiem co wydarzy się następnego dnia, choć wolałbym aby coś mnie zaskoczyło.. choć raz. dlaczego nie oddałbym własnego życia nawet największemu wrogowi? nie dlatego, że nie chcę aby był szczęśliwy, tylko dlatego aby był mimo, że jest moim wrogiem, muszę myśleć także o nim.. nie chcę by doznał tego co doznaję ja, każdego dnia, aby nie doznał życia w którym pomiędzy każdym oddechem czeka śmierć i nuci swą kuszącą melodię abym w końcu podszedł do niej, bliżej, by mogła mnie chwycić i nie puścić już nigdy. kuci coraz bardziej, a ja z reguły jestem człowiekiem uległym.. nie wiem, czy to szczęście unika mnie specjalnie, czy jest obok, a ja po prostu go nie dostrzegam.
na ścianie napisane ''chodź obudźmy razem słońce'', ale ja pytam po co? skoro mrok daje więcej prywatności, nie zagląda do każdego zakątka. nie to co to pierdolone słońce, wpierdoli się wszędzie.. zresztą jakie razem? przecież ja jestem sam. nie masz czasami też takiego uczucia? nie masz czasami uczucia, że jesteś sam? tak
zupełnie sam, mimo, że wokół Ciebie przewijają się miliony ludzi?
patrzysz na nich, ale jesteś niewidomy na nich obecność. rozmawiasz z
nimi, ale jesteś głuchy na ich słowa, przytulasz ich, ale nie masz
czucia w żadnej części ciała, śmiejesz się z nimi, ale w oczach masz
rozpacz. w sumie już sam nie wiem czy jestem sam, czy to sobie wmawiam, ale czuję się jakbym był. chwilami wydaje mi się, że zdecydowanie zbyt dużo czuję.. chcę aby przestało mi bić serce, zabrakło tlenu, chcę zamknąć powieki i nie czuć już nic.. zakończyć to zajebiste życie. przepraszam jeśli chwilami próbuję się na kimś z was wyżyć...
w sumie, wypierdalam stąd... bless.