12 maja 2013

największemu wrogowi nie oddałbym swojego życia

mam dziwne uczucie w gardle. Ty miewasz dziwne uczucie w brzuchu podczas zakochania, a ja miewam dziwne uczucie w gardle dziś, to chyba obrzydzenie do życia. to katorga, monotonia. wiem co wydarzy się następnego dnia, choć wolałbym aby coś mnie zaskoczyło.. choć raz. dlaczego nie oddałbym własnego życia nawet największemu wrogowi? nie dlatego, że nie chcę aby był szczęśliwy, tylko dlatego aby był mimo, że jest moim wrogiem, muszę myśleć także o nim.. nie chcę  by doznał tego co doznaję ja, każdego dnia, aby nie doznał życia w którym pomiędzy każdym oddechem czeka śmierć i nuci swą kuszącą melodię abym w końcu podszedł do niej, bliżej, by mogła mnie chwycić i nie puścić już nigdy. kuci coraz bardziej, a ja z reguły jestem człowiekiem uległym.. nie wiem, czy to szczęście unika mnie specjalnie, czy jest obok, a ja po prostu go nie dostrzegam.
na ścianie napisane ''chodź obudźmy razem słońce'', ale ja pytam po co? skoro mrok daje więcej prywatności, nie zagląda do każdego zakątka. nie to co to pierdolone słońce, wpierdoli się wszędzie.. zresztą jakie razem? przecież ja jestem sam. nie masz czasami też takiego uczucia? nie masz czasami uczucia, że jesteś sam? tak zupełnie sam, mimo, że wokół Ciebie przewijają się miliony ludzi? patrzysz na nich, ale jesteś niewidomy na nich obecność. rozmawiasz z nimi, ale jesteś głuchy na ich słowa, przytulasz ich, ale nie masz czucia w żadnej części ciała, śmiejesz się z nimi, ale w oczach masz rozpacz. w sumie już sam nie wiem czy jestem sam, czy to sobie wmawiam, ale czuję się jakbym był. chwilami wydaje mi się, że zdecydowanie zbyt dużo czuję.. chcę aby przestało mi bić serce, zabrakło tlenu, chcę zamknąć powieki i nie czuć już nic.. zakończyć to zajebiste życie. przepraszam jeśli chwilami próbuję się na kimś z was wyżyć...

w sumie, wypierdalam stąd... bless.

17 kwietnia 2013

kolejny raz.

siadam w fotelu i opatulam się w koc, patrzę w okno i czuję jakby zima chciała mi coś powiedzieć
i utrzymuje się tak długo abym zwrócił na nią uwagę. widzę jak jej smutno i jak pragnie mnie.
chce mi się wyżalić, a ja nie potrafię jej pomóc, widzę po jej chmurach, że czuje się samotna. przesuwam się i robię jej miejsce by zrobiło jej się cieplej i poczuła, że ma mnie, i jestem dla niej,
i jestem przy niej i nie zawiodę jej już nigdy, że będę czekał na nią z utęsknieniem każdego roku. rozmawialiśmy całą noc, dzięki czemu przestały opadać na ulicę płatki śniegu.
rano zaczęło wychodzić słońce, a ona przeprosiła mnie, że była taka nieznośna. teraz już wie,
że ją kocha i wie co czuję, wie, że nie mówię tego co chce usłyszeć. wie, że jestem szczery,
chyba widzi to w moich oczach, albo czuje ten spokojny puls niebudzący żadnych wątpliwości.
teraz wie, że może odejść spokojnie, a ja zawsze będę czekał, nigdy nie odejdę,
bo nie jestem taki człowiekiem, szanuję tak tylko mogę to co mam, to czym świat mnie obdarzył.

03 kwietnia 2013

jaki jest sens?

wokół cisza, a Ty pytasz jaki jest sens?
nie pytaj mnie o sens, nie pytaj mnie czy warto, nie pytaj mnie czy widzę nas..
przestałem wybiegać w przyszłość, nauczyło mnie tego życie, które wciąż rzucało mi kłody pod nogi
gdy z upragnieniem czekałem aż nastąpi coś czego bardzo chcę..
teraz myślę tylko o dzisiejszym dniu, zapominam o wczorajszym i nie marzę o jutrzejszym..
co będzie dziś? nie wiem, to może być nawet najgorszy ze wszystkich dni.
co było wczoraj? nie wiem, mam amnezję, pamięć krótkotrwałą i tak już zostanie.
co będzie jutro? nie wiem, może będzie dobrze, a może stracę sens życia.
jestem smutnym człowiekiem, który boi się tego przekleństwa na S.
zaraz pewnie zapytasz jakiego, naprawdę chcesz wiedzieć? to przekleństwo.. to samotność..
tak boję się jej, nie chcę zostać sam skoro mam kobietę, w której czuję oparcie..
mam ją.. a za chwilę? za chwilę mogę nie mieć nic..
mogę utracić przyjaciół, którzy teraz twierdzą, że będą do końca mych dni,
dlatego przestałem już ufać ludziom, nie ufam nawet samemu sobie,
przez ten cały burdel w moim życiu..
chwilami nawet się siebie boję, bo moje drugie ja, schowane gdzieś tam głęboko pragnie,
abym zrobił sobie krzywdę, żebym wziąć w dłoń żyletkę lub uderzył pięścią w ścianę..
albo.. co najgorsze.. zabił się.. tak, moja chora podświadomość tego pragnie, biję się z myślami,
przegrywam każdą rundę po kolei, bo one są silniejsze..
więc nie pytaj mnie jaki jest sens życia, bo ja naprawdę tego nie wiem...

02 kwietnia 2013

poza rzeczywistością.

Chciałbym uciec choć na chwile od życia, złapać oddech i tak trwać, bez ruchu, bez tchu,
gdzieś w czarnej dziurze, wolny od myśli, wolny od problemów i od trudnych wyborów,
których nigdy nie umiem właściwie podjąć. tak trwać i trwać, by odzyskać siły,
od regenerować połamane serce i umysł, który już ledwo dyszy, przez te ciągłe nieporozumienia,
które kochają mieszać mi w głowie i psuć pozornie miły wieczór.
chciałbym zamknąć oczy i poczuć się wolny, choć raz sam, nie uzależniony od niczego,
poświęcony tylko odzyskiwaniu sił razem z muzyką, która jako jedyna mnie nigdy nie oceniała,
nigdy się mnie nie wyparła i kartka, która dzielnie przyjmowała pociski wysyłane przez długopis bluzgi
i miliony metafor, pod którymi były ukryte moje uczucia.
chciałbym znowu mieć pięć lat i nie wiedzieć co to miłość, nie wiedzieć co to płacz przez inne osoby,
chciałbym płakać jedynie przez to, że rozwaliłem sobie kolano, lub kumpel rozwalił mi zabawkę.
ale to nie tak,  że twierdzę iż miłość jest zła, ja po prostu nie jestem odpowiednią osobą do kochania.
mam zimne serce, które powoli przestaje bić i czuć, przestaje rozumieć, co to znaczy empatia,
przez co ranię, każdego wokół, ranię kobietę którą kocham i przyjaciół,
na których wbrew pozorom mi zależy i przepraszam ich, że czasami zachowuję się jak dziecko..
chciałbym po prostu zniknąć, albo wyjechać gdzieś daleko, wsiąść do pociągu byle jakiego i wyjechać,
nie poza granice kraju, ale poza granice rzeczywistości..