siadam w fotelu i opatulam się w koc, patrzę w okno i czuję jakby zima chciała mi coś powiedzieć
i utrzymuje się tak długo abym zwrócił na nią uwagę. widzę jak jej smutno i jak pragnie mnie.
chce mi się wyżalić, a ja nie potrafię jej pomóc, widzę po jej chmurach, że czuje się samotna. przesuwam się i robię jej miejsce by zrobiło jej się cieplej i poczuła, że ma mnie, i jestem dla niej,
i jestem przy niej i nie zawiodę jej już nigdy, że będę czekał na nią z utęsknieniem każdego roku. rozmawialiśmy całą noc, dzięki czemu przestały opadać na ulicę płatki śniegu.
rano zaczęło wychodzić słońce, a ona przeprosiła mnie, że była taka nieznośna. teraz już wie,
że ją kocha i wie co czuję, wie, że nie mówię tego co chce usłyszeć. wie, że jestem szczery,
chyba widzi to w moich oczach, albo czuje ten spokojny puls niebudzący żadnych wątpliwości.
teraz wie, że może odejść spokojnie, a ja zawsze będę czekał, nigdy nie odejdę,
bo nie jestem taki człowiekiem, szanuję tak tylko mogę to co mam, to czym świat mnie obdarzył.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz